Szli przez miasto. Dziwnie puste, mimo że dzień był piękny. Coś niepokojącego wyczuwało się w powietrzu. Auta powolnym rytmem sunęły ulicą. W wystawach sklepowych odbijało się zachodzące słońce. Nagle gdzieś z za rogu usłyszeli dziwne odgłosy podobne do krzyków. Po chwil z za rogu na końcu ulicy, którą szli zaczęli wynurzać się ludzie. Szli zwarta grupą. Z daleka wyglądali jak jedna kłębiąca się masa. Poczuła strach. Puste chodniki i nagle to?
-Widziałeś? Spytała.
-Tak. Wyglądają jak banda kiboli. Odparł.
-Wiesz, może lepiej wejdźmy gdzieś? Zobacz. Tam jest sklep.
Przeszli na druga stronę ulicy. Nad sklepem widniał szyld ” U LILI” Weszli do środka. Nad drzwiami odezwał się dzwonek. Ekspedientka zajęta układaniem towaru nie zwracała na nich uwagi. Oprócz nich nie było w środku nikogo. Spacerując miedzy regałami nasłuchiwała odgłosów z zewnątrz. Krzyki stawały się coraz głośniejsze.
-Boje się.- Zwróciła się do swojego przyjaciela.
-Spokojnie. Nic nam nie grozi.-Odpowiedział uspokajająco głaszcząc jej dłoń.
Nagle tuz za ich plecami usłyszeli cichy głos.
-Dzień dobry. Czy jest woda do gotowania?
Oboje jak na komendę odwrócili się w stronę głosu. Stała przed nimi szczupła nastolatka z jasnymi włosami i błękitnymi oczami. Jasny podkoszulek i sprane dżinsy idealnie podkreślały jej kolor oczu.
-Woda, do czego?- Spytała kobieta odruchowo cofając dłoń z ręki mężczyzny.
-Woda do gotowania-Powtórzyła spokojnie nastolatka.
Kobieta rozejrzała się po sklepie, ale ekspedientka gdzieś zniknęła.
To dziwne. Chwile temu przecież układała towar. Kobieta była pewna, że, gdy weszli do sklepu nie było tu oprócz nich nikogo a nikt przecież po nich już nie wchodził, więc skąd wzięła się ta dziewczynka? Może wyszła z zaplecza? Może to córka ekspedientki?
Kobiecie wydawała się to dziwne.
-Woda jest tam- Mężczyzna wskazał na regał.
-Ona jest w butelkach. Butelki nie da się zagotować.-Odparła dziewczyna.
-Ja potrzebuje wody do gotowania.
Kobieta przyglądała się nastolatce. Było w niej coś dziwnego, coś nieuchwytnego. Coś ja w niej niepokoiło. Może to te olbrzymie niebieskie oczy? A może to, że gdy dziewczynka odezwała się krzyki na zewnątrz ucichły?
Coś dziwnego wyczuwało się w powietrzu. Jakby napięcie skumulowało się w charakterze jakiejś niewidocznej chmury.
-Kochanie. Wodę możesz przelać do garnka lub czajnika i zagotować.- Kobieta czuła absurdalność sytuacji.
-Nie sprzedaje się gotowanej wody.
A cha. A mama zawsze mówiła żebym piła tylko gotowaną a mnie chce się pić.
Kobieta wzięła z półki mała butelkę wody i podała dziewczynce.
- Tą możesz wypić. Proszę weź a ja zapłacę.
-Dziękuje ci.- Powiedziała dziewczynka. Wzięła butelkę i wypiła łyk.
Nagle na ulicy usłyszeli jakiś hałas. Odwrócili się w stronę wystawy, ale za oknem nic ciekawego się nie działo.
Samochody nadal wolno jechały przed siebie a chodnik wydawał się całkiem pusty.
Kobieta odwróciła się w stronę dziewczynki, ale ta gdzieś zniknęła.
Kobieta i mężczyzna spojrzeli na siebie i wybuchnęli śmiechem.
-Wiesz. To było głupie. -Powiedział mężczyzna.
-Masz racje.- Odparła kobieta.
-Zapłacę tylko i chodźmy stad zaproponował mężczyzna.
Mężczyzna rozejrzał się, ale ekspedientki nadal nigdzie nie było widać. Położył wiec pieniądze na ladzie i biorąc za rękę kobietę ruszył w kierunku drzwi.
Nagle zatrzymali się oboje. Coś ich zaniepokoiło. To ta cisza. Tak jakby cały ruch na ulicy zamarł.
-Tam jest niebezpiecznie. -Usłyszeli szept.
Odwrócili głowy. Wciśnięta za regał tak jakby chciała się za nim schować stała blada, trzęsąca się ekspedientka.
-Oni tam są.- Szepnęła.
-Jacy oni?- Spytał mężczyzna.
-Oni.- Szepnęła ekspedientka i nagle osunęła się na podłogę.
Kobieta podeszła do niej i dotknęła jej czoła.
-Jest rozpalona i chyba nieprzytomna.- Powiedziała
-Trzeba jej pomóc. -Dodała.
-Połóżmy ją na tamtych kartonach.- Mężczyzna wskazał ręką w kierunku zaplecza.
-Tam będzie wygodniej.
Kobieta i mężczyzna podnieśli nieprzytomna ekspedientkę i przenieśli na kartony.
-Zadzwoń po pogotowie.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni telefon, wybrał numer, ale w słuchawce usłyszał tylko ciszę.
-Tu nie ma zasięgu.-Stwierdził.
-Wyjdę na ulice i z stamtąd zadzwonię.
Kobieta w tym czasie zwilżyła pod kranem chusteczkę i przecierała rozpalone czoło ekspedientki.
-Tylko pospiesz się.-Poprosiła.
Mężczyzna skierował się w stronę drzwi. Im bliżej podchodził tym większy czuł opór przed dotknięciem klamki.
-Bzdury.- Wymamrotał pod nosem sam do siebie.
-Czego się boję? Tam nic nie ma.
Jednym szybkim ruchem złapał za klamkę, otwarł drzwi i wyszedł.
Kobieta usłyszał najpierw dźwięk zamykanych drzwi a potem straszny, wręcz nieludzki krzyk. To krzyczał jej partner.
W tym samym czasie ekspedientka poruszyła się i zajęczała.
- O Boże. To znów się dzieje.
Kobieta zerwała się chcąc biec w stronę drzwi. Nagle na jej dłoni zacisnęła się wilgotna dłoń i usłyszała:
-Nie pomożesz mu. Zostań!
Kobieta wyrwała dłoń i podbiegła w stronę drzwi. Wydając przez szybę krzyczała:
-Jesteś tam? Co się stało? Kochanie!
Za oknem widziała jednak tylko mgłę. To dziwne. Pomyślała. Przed chwila świeciło przecież słońce.
Dotknęła klamki. Coś było nie tak. Poczuła straszny, obezwładniający strach. Powinno być słychać ruch uliczny a na zewnątrz panowała zupełna cisza.
-Jesteś tam? Krzyknęła przez drzwi.
-Proszę, odezwij się.- Wołała coraz bardziej histerycznym głosem.
Złapała za klamkę.
-Nie rób tego. –Usłyszała za plecami głos. To był głos dziewczynki. Dziewczynki od wody do gotowania.
-Jeśli wyjdziesz zabiją cię tak jak jego. Są głodni. -Dodała.
Kobieta odwróciła się. Katem oka dostrzegła, że ekspedientka nadal leży bez ruchu.
Dziewczyna stała tuż przed nią.
-Skąd tu się wzięłaś? Gdzie jest mój przyjaciel? Szlochając krzyczała kobieta.
-Jego już nie ma. –Lakonicznie odparła dziewczyna.-Jeśli wyjdziesz spotka cię ten sam los. Tu na razie jesteś bezpieczna.-Dodała.
-Ale ty…, Ale on…- Zaczęła kobieta.
- Byłaś dla mnie miła. Pomogę ci.- Przerwała jej dziewczyna.
- Kim jesteś?- Spytała kobieta.- Jedna z nich?
- Nie. Jestem…. –Nie dokończyła, bo ekspedientka znów zajęczała.
- Nie. Nie! Zostawcie mnie!- Nieprzytomnie mamrotała rzucając się po kartonach.
-Trzeba jej pomóc.- Powiedziała kobieta.
- Jej nie da się już pomóc. – Wzruszając ramionami odpowiedziała dziewczyna.
- Zmienia się.
- Jak masz na imię? Skąd się tu wzięłaś? Co to znaczy ze się zmienia?- Pytała kobieta nadal stojąc przy drzwiach.
- Kiedyś miałam na imię Ina.
- Miałaś?
- Tak. Możesz mówić do mnie Ina.
- A ty? Jak mam do ciebie mówić?- Spytała dziewczyna.
-Maria. Mój przyjaciel ma na imię Jan.
Maria znów odwróciła się w kierunku drzwi i zawołała.
- Janku, jesteś tam?
Za drzwiami panowała zupełna cisza.
- Jego już nie ma. Tłumaczyłam ci przecież.- Powiedziała Ina.
- Poszukajmy go. Na pewno tam jest. Może szuka zasięgu…Trzeba wezwać pomoc.
Maria znów dotknęła klamki. Spocona dłoń osunęła się po chłodnym metalu. Od drzwi powiało zimnem.
-Jak w taki ciepły dzień może być tak zimno?- Gdzieś w głowie kołatała się myśl.- To niemożliwe.
Ina delikatnie ujęła dłoń Marii i odciągnęła ja od drzwi.
- Oni cię wyczują, jeśli będziesz zbyt blisko.
-Oni?
-To nie czas na tłumaczenia. Są coraz bardziej niebezpieczni. Odsuń się od drzwi. Musimy je zamknąć.
Ale Jan zaraz wróci.- Maria uporczywie usiłowała wyprzeć z pasieki upiorny krzyk jej partnera.
Ina rozejrzała się po sklepie i dostrzegła stojącą nieopodal drzwi małą lodówkę z napojami.
- Pomóż mi ja przesunąć.-Zimno powinno ich zmylić.
Obie z całych sił pchnęły lodówkę.
-Ale…, Znów zaczęła kobieta.
-Chcesz żyć? To rób, co mówię.- Zirytowała się dziewczyna.
- Ludzie są tacy ograniczeni. -Dodała.
Ekspedientka głośniej zajęczała. Po chwili chwiejnie usiadła na posłaniu i spytała:
-Co się stało? Gdzie jest ten mężczyzna?
- Zasłabła pani a mój przyjaciel poszedł wezwać pomoc. Za raz powinien wrócić. Zrobiła się mgła więc może zabłądził i nasz teraz szuka.
- O Boże! Znowu!- Ekspedientka zaniosła się szlochem. Kiedy to się wreszcie skończy?
-Co znowu? Co tu się dzieję? Ja nic nie rozumiem!- Kobieta znów zaczęła krzyczeć zmierzając w stronę drzwi.
-Janku, jesteś tam? Odezwij się! To nie jest śmieszne!
Za drzwiami było podejrzanie cicho. Nie było słychać absolutnie nic a przecież powinno być słychać auta.
Maria zaczęła chodzić z kata w kąt. Setki pytań krążyły w jej głowie. To wszystko było dziwne.
Kilka chwil temu spacerowali po ulicach. Zatrzymali się tu, bo Maria chciała kupić coś do picia. No i było tu tak ładnie. Z dala od ruchliwej trasy. W środku lasu małe, urocze miasteczko. Trafili tu przypadkiem. Maria zagapiła się i pomyliła zjazdy z głównej drogi. Jan chciał zawrócić, ale ona zaproponowała żeby zrobili sobie wycieczkę i zobaczyli gdzie dojadą. Zdziwiło ich tylko ze nigdzie nie widzieli ludzi. Tylko od czasu do czasu po ulicach przejeżdżały samochody. Dzień był ładny wiec postanowili zatrzymać się i zwiedzić miasteczko.
Nagle za szybą okna wystawy we mgle dostrzegła jakiś ruch.
- Jan wraca!- Uradowana rzuciła się w kierunku drzwi chcąc odepchnąć blokująca je lodówkę.
- Nie! Wrzasnęła ekspedientka i jak z procy rzuciła się w jej kierunku brutalnie ja odpychając.
- Nie pozwolę ci zginąć!
-Puść mnie. Tam jest Jan.- Syczała Maria szamocząc się.- Ja muszę…
Znów spojrzała w okno i teraz już wyraźnie dostrzegła wykrzywioną, poranioną i potwornie bladą twarz Jana a właściwie to, co z niej zostało. To było straszne. Najbardziej przeraziły ja jego oczy. Puste i bez wyrazu. Zatrzymał się i patrzył wprost na Marie. Poruszał się jak automat. Znów ruszył i szedł w kierunku drzwi.
-To już koniec. Teraz już wiedza ze ona tu jest.- Stwierdziła Ina.-
Musimy uciekać.
-Poczekajmy. Może mgła się rozproszy i odejdą?- Bez przekonania powiedziała ekspedientka.
-Tym razem nadeszli, mimo że świeciło słonce. Są coraz silniejsi.
Ina spoglądając raz na Marie raz na ekspedientkę zaczęła zasuwać rolety w oknach.
- A właściwie jak mam się do ciebie zwracać spytała Maria patrząc na ekspedientkę.
- Kiedyś miałam na imię Di. Mów mi Di.
-Kiedyś?
- To nie pora na tłumaczenie. Ina. Masz rację. Tu robi się niebezpiecznie. Musimy ja stąd zabrać.
- Gdzie zostawiliście samochód?- Ina zwróciła się do Marii.
-Może uda się nam do niego dotrzeć zanim będzie za późno.
W tym momencie cos uderzyło w szybę wystawy. Szkło posypało się do środka i tylko metalowa roleta odgradzała sklep od ulicy. Do środka zaczął się wkradać dziwny chłód.
-Tam są drzwi od zaplecza. Podwórko jest dobrze oświetlone…
Kolejna szyba z brzdękiem posypała się na podłogę.
- Chyba nie mamy wyboru.- Di spojrzała na Marię.
- To gdzie zaparkowaliście?
- Dwie ulice stąd przy skwerku. –Maria zdezorientowana rozglądała się wkoło.
- Co jest na zewnątrz i dlaczego jest tak ciemno?
-Dobrze.- Zrezygnowana Di usiadła znów na kartonach. Spróbuje ci to wytłumaczyć.
To na zewnątrz żywi się ciepłem ludzkiego ciała. Jest, kiedyś było ludźmi. Dlatego odczuwasz chłód. Mgła pozwala im uchronić się od światła-Ale skąd…- Maria ni skończyła pytania, bo tym razem coś z impetem uderzyło w drzwi.
-Nie ma czasu na tłumaczenie.- Musimy cię stąd zabrać zanim będzie za późno.
Di . Ina odwróciła się i stwierdziła:
- Chyba mam pomysł, ale Maria musiałaby nam zaufać.
-Mario, ufasz mi?- Ina spojrzała na nią swymi błękitnymi oczyma.
-Oni wyczuwają ciepło, więc gdybyśmy obłożyły cię czymś zimnym ….
-No a wy?- Maria spoglądała raz na Di a raz na Inę- Co z wami?
-Nam nic nie grozi. Już nic.- Z goryczą stwierdziła Di.
Nagle drzwi zatrzęsły się od kolejnego uderzenia a potem kolejnego i kolejnego. Lodówka centymetr za centymetrem odsuwała się a szpara w drzwiach robiła się coraz większa.
Nagle Di wstała, spojrzała na Inę i powiedziała:
-A gdyby tak ukryć Marię w chłodni? Jest duża…
Maria z przerażeniem spoglądała na kobietę i nastolatkę. Od zawsze cierpiała na klaustrofobie i zamknięte pomieszczenia budziły w niej potworny strach.
-To może być dla niej szansa.- Ina przytaknęła Di, po czym jak na komendę złapały Marie pod ręce i zaczęły ciągnąć w kierunku zamkniętych drzwi. Maria poddała się. Była zbyt przerażona, aby protestować. Drzwi sklepu otwarły się i widać już było dłonie wpychające się do środka. Di jedną ręka pociągła za wajchę, otwarła drzwi a druga popchnęła bezwolną Marie do środka. Drzwi zatrzasnęły się i zapanowała ciemność.
Maria osunęła się na kolana. Łzy przerażenia ciekły jej po policzkach. Nagle przypomniała sobie, że w kieszeni bluzy ma zapałki. Wyciągnęła pudełko i zapaliła jedną. W chybotliwym blasku zobaczyła wnętrze chłodni. Ściany pokrywał szron. Zapałka zgasła parząc jej palce. Maria zapaliła kolejna i przerażona zaczęła się rozglądać. Pod ścianami zobaczyła ciała ludzi. Jedne siedziały, inne leżały na podłodze. Wszystkie ubrane w dziwne kombinezony i tak jak ściany pokryte szronem.
-Nie! Nie! Wypuśćcie mnie.- Maria waliła pięściami w drzwi. Zapałki skończyły i jej wiezienie pogrążyło się w ciemności a z zewnątrz nie dochodził żaden dźwięk.
Poczuła się zupełnie bezsilna. Osunęła się na coś, co wyglądało jak worek, objęła rekami kolana i zaczęła się kołysać to w przód to w tył. Łzy ciekły jej po policzkach. Bała się. Była przemarznięta i tak strasznie chciało jej się spać. Powieki zaczęły wolno opadać, gdy nagle usłyszała coś, co kazało jej wstać. To były czyjeś kroki. Drzwi uchyliły się i zobaczyła w nich Di. Wyglądała jednak inaczej. Maria nagle zrozumiała. Jej oczy. Jej oczy…
Di weszła do chłodni, dotknęła Marię i zmusiła ją do wyjścia. Gdy dotarły do sklepu za oknami znów świeciło słońce. Drzwi wyrwane z zawiasów opierały się o ścianę.
- Masz. Napij się. Rozgrzejesz się.- Di podała jej parujący kubek wody.
Maria trzęsącymi rękami złapała kubek i parząc sobie usta zaczęła zachłannie pić. Ciepło powoli rozgrzewało jej zmarznięte ciało. Łzy nieustannie ciekły po policzkach.
-Ja nic nie rozumie. Nic.- I zaniosła się szlochem.
Di usiadła obok niej na taborecie i zaczęła opowiadać. Jak zwykle znikąd zjawiła się tez Ina.
- Kilka lat temu w lesie niedaleko stąd powstała baza. Przeprowadzano tam różne eksperymenty. Część mieszkańców zatrudniona była do pomocy. Jeden z nich najwyraźniej wymknął im się z pod kontroli. Ludzie z miasteczka nagle zaczęli umierać. Znajdowano ich najczęściej rano martwych i pokrytych szronem. Zawsze, gdy to się działo pojawiała się mgła. Ludzie z bazy zabierali ciała. Nigdy, niczego nie tłumaczyli. Kiedyś coś się tam stało. Część naukowców ukryła się tu w chłodni. Najwyraźniej nie przypuszczali, że nie będzie miał ich, kto uwolnić. Nie myśleli, że „ to” tak szybko się zmienia. Część mieszkańców, opierała się dłużej. To ci, których widziałaś na ulicy… Jest nas coraz mniej.
Baza została, zamknięta. Części mieszkańców, udało się wyjechać. No a my…
Maria gwałtownie przerwała opowieść i spojrzała na Marie.
- Musisz stad uciekać póki jeszcze masz czas. To wróci. Odprowadzimy cię do samochodu.
Gdy wyszły na chodnik słońce właśnie chowało się za drzewami. Ulice były puste i tylko w nielicznych oknach paliło się światło.
- A gdybym sprowadziła pomoc? Jedźcie ze mną. Proszę.
-Dla nas jest już za późno, ale ty możesz się jeszcze uratować.- Di popychała Marie w kierunku stojącego przy skwerku samochodu.
Nagle Di z krzykiem bólu zgięła się w pół i osunęła na kolana. Ina złapała Marie za rękę i krzyknęła:
-Uciekaj. To znów się zbliża. Ostatnie metry dzielące ja od auta Maria przebiegła. Drżącymi rękami wyszarpnęła kluczyki z kieszeni, otwarła drzwi i wskoczyła do środka. Odwróciła głowę w kierunku gdzie została Di i zobaczyła jak nad nią unosi się dziwny obłok mgły, który z każdą chwilą gęstniał i zakrywał ja całą.
- Uciekaj. Jedź i nie zatrzymuj się!
- Jedź ze mną. Proszę.
- Nie mogę. Ale ty ratuj się póki jeszcze masz szansę.
Maria ostatni raz spojrzała na Inę i z piskiem opon ruszyła przed siebie. We wstecznym lusterku zobaczyła zwartą grupę a nad nią szara mgłę.
Ina beztrosko podskakując zmierzała w ich stronę.
Po wielu godzinach błądzenia Maria wreszcie trafiła na główną drogę. Gdy zobaczyła przydrożny zajazd postanowiła się zatrzymać. Czuła się potwornie zmęczona. Marzyła tylko o tym, aby zasnąć i zapomnieć.
Zaparkowała auto na podjeździe i poprosiła o pokój. Recepcjonista z ciekawością przyglądał się jej.
-Taka ładna kobieta podróżuje sama?- Zagadnął.
-Nie. Ja… - Marii przed oczyma stanęła twarz Jana. – Tak podróżuje sama.
Wzięła klucz i poszła do pokoju. Gdy tylko drzwi zamknęły się za nią łzy znów zaczęły płynąć z jej oczu. Minęło dopiero kilka godzin, od kiedy rozbawieni żartowali sobie w samochodzie. To miał być ich pierwszy wspólny wypad.
Maria poznała Jana w sieci. Na początku to były zdawkowe rozmowy. Z czasem rozmowy stawały się coraz bardziej prywatne. Opowiadali sobie o tym, co robią, o czym myślą. Po kilku tygodniach postanowili się spotkać. Jan był informatykiem. Imponował jej jego spokój i opanowanie. Czuła się przy nim taka bezpieczna. Ostatnio, gdy jedli razem kolacje Jan zaproponował jej wspólny weekend za miastem.
Maria wytarła twarz, poprawiła ubranie i postanowiła pójść coś zjeść. Gdy usiadła przy stoliku starsza kelnerka podeszła do niej i nalewając kawę do kubka zagadnęła:
-Z daleka pani jedzie?
Maria spojrzała na nią i podała nazwę miasteczka. Kelnerka gwałtownie zbladła na twarzy.
-To niemożliwe. Tam nikt nie mieszka. Tam… - nagle odwróciła się na piecie i pobiegła na zaplecze. Po chwili wróciła ze starszym mężczyzną.
-Ona mówi ze była w miasteczku.
- To prawda?
- Tak. Stamtąd właśnie wracam.- Maria zmęczonym wzrokiem popatrzyła na kelnerkę i mężczyznę.
- Jestem głodna. Czy mogę zamówić kolację?
Kelnerka przyjęła zamówienie i znów zniknęła w kuchni a starszy mężczyzna usiadł naprzeciw Marii.
- Spotkała tam pani kogoś?
- Przepraszam. Nie chcę o tym mówić.- Maria z trudem przełykając łzy spuściła głowę i wpatrywała się w stoik.
- No cóż. Mam nadzieje, że nie spotkało tam panią nic złego.- Mężczyzna wstał i wolno wyszedł z restauracji.
Maria chwilę później tez udała się do swojego pokoju. Kolacja pozostała nietknięta.
W łazience odkręciła kran i zaczęła przemywać twarz zimna wodą. Spojrzała w lustro. Wydawało się jej, że za sobą dostrzega strzępki szarej mgły.
Tak jak stała wybiegła z pokoju, wskoczyła do auta i ruszyła z piskiem opon.
Nagle zobaczyła, że droga gwałtownie skręca. Wcisnęła hamulec, ale było już za późno.
Auto uderzyło z impetem w barierkę i runęło w przepaść.
Powoli wokół niej zaczęła unosić się mgła. Szara, zimna, wilgotna mgła. Wydawało się jej, że słyszy znajomy głos:
-Nie bój się. Uratuje cię.
Na drugi dzień patrol policji zauważył zniszczoną barierkę. Gdy policjanci zeszli na dół znaleźli rozbite auto a w środku pokryte szronem zwłoki kobiety. Jeden z policjantów wyciągnął telefon i zadzwonił.
- Słuchaj, Musisz tu przyjechać.
Po chwili nad urwisko przyjechał starszy mężczyzna. Z trudem zszedł na dół i oglądnął rozbite auto.
- Trzeba ją zabrać do bazy. Cholera. Kiedy to się skończy?
Maria ocknęła się w jakimś pokoju. Nad nią stała Ina i Di.
-Gdzie jestem? Przerażona Maria zaczęła rozglądać się w koło. Sterylny pokój tonął w jasnym świetle lamp.
- Uspokój się. Już nic ci nie grozi.
-Ale…
- Jesteś już bezpieczna. Jesteś cieniem.
Maria gwałtownie usiadła na posłaniu.
-Nic z tego nie rozumiem. Pamiętam, że jechałam a potem.. .
Di usiadła obok niej. Wzięła ją za rękę i zaczęła tłumaczyć.
- Pamiętasz mówiłam ci o bazie. Policja znalazła cię wczoraj. Nasz przyjaciel przywiózł cię tutaj.
-Nie rozumiem.
- W bazie prowadzono doświadczenia. Naukowcy odkryli metodę na zmianę materii. Chcieli to wykorzystać. Armia, która mogłaby przemieszczać się, jako obłok mgły byłaby niezwyciężona. Pierwsze doświadczenia były obiecujące. Postanowiono, że zaczną przeprowadzać eksperymenty na ludziach. Przywieźli grupę więźniów. Podano im serum, ale coś poszło nie tak. Więźniowie wymknęli się z pod kontroli. Gdy ich energia zaczęła słabnąć odkryli ze ciepło ludzkiego ciała pozwala ją odbudować i znów wrócić do ludzkich kształtów. Zaczęli polować zmieniając się w szarą mgłę. Zaatakowani ludzie najczęściej umierali tak jak twój przyjaciel. W miasteczku zaczęli znikać ludzie. Naukowcy i wojsko tuszowali sprawę a potem zamknęli ośrodek. Część mieszkańców z miasteczka zainfekowała się. Ich proces zmian jednak zmutował. Tak jak ja i Ina umiemy nad sobą panować. Niestety jest nas coraz mniej. Ty najwyraźniej również uległaś infekcji. Teraz jesteś jedną z nas. Jesteś cieniem.
- Mówiłam, że cię uratuję. –Ina z uśmiechem na twarzy przysunęła się do Marii. Jesteś taka podobna do mojej mamy.
- Powiedz jak chciałabyś, aby cię nazywać?
Starszy mężczyzna po odwiezieniu, zwłok kobiety do bazy wykonał kilka telefonów.
-To się rozprzestrzenia. Musicie coś z tym zrobić.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza.
- Naukowcy pracują nad antidotum, ale niestety bez rezultatów. Miasteczko musi zniknąć.
Mężczyzna pokiwał głową i wyłączył telefon.
-Biedni ludzie. –Pomyślał pochylając się nad kubkiem gorącej wody. Czuł jak zimno w jego ciele powoli znika pod wpływem ciepłego napoju. Wiedział ze za jakiś czas znów powróci i stanie się jednym z nich. Cieniem.