cz.I
Otwarłam
drzwi. W pokoju byli jacyś
ludzie .Pomyślałam: Skąd się tu wzięłam? Przed chwilą byłam w
mieszkaniu. Zaraz. To było mieszkanie? Czyje? Gdzie?Wszystko było
takie niewyraźne, zamazane. Pamiętam jak szlam alejką między
blokami. Wcześniej w tym mieszkaniu chyba ktoś ze mną był .Jakiś
mężczyzna. Pamiętam że miałam coś ważnego załatwić, że
niosłam jakieś narzędzia. W pomieszczeniu położyłam je na
blacie. Wprawdzie chyba miałam
schować je ale nie
miałam kluczy. Na końcu
pomieszczenia było okno.
Znałam ten widok . Z
czymś mi się
kojarzył. Przed nim na
krześle siedział on. Spytał
skąd mam te narzędzia.
Opowiedziałam jak
chciałam dowiedzieć
się gdzie jest warsztat
by je odnieść i jak
każda pytania osoba
zamiast odpowiedzi pokazywała
mi ręką
prawie połowę
miasta. Bardzo go to rozbawiło.
Czy go znałam? Nie wiem.
Sprawiał wrażenie
kogoś kogo już
spotkałam w swoim życiu
ale równocześnie kogoś
nieznajomego. Siedział na
krześle tuż
przy oknie . Do pokoju wchodzili ludzie i siadali na krzesłach.
Kobiety i mężczyźni w różnym wieku. Usiadłam
tuż obok niego. Ktoś
zaproponował żeby
przeczytać wiersz.
Odpowiedziałam że
nigdy nie czytam własnej
poezji. Wyjaśniłam
że można
ją znaleźć
w sieci. Gdy na jego pytanie podałam
adres strony przerwał mi
obcesowo pytając: Jak
można nazywać
siebie Agusia? Chciałam
mu wytłumaczyć
że to nie ja, ale . ..No właśnie
. Ale. On chyba wcale nie chciał
słuchać.
Rozmawialiśmy a inni
obecni w pomieszczeniu jakby zniknęli.
Nikt inny oprócz nas nie rozmawiał.
On sprawiał wrażenie
kruchej istoty która nawet przy najlżejszym
dotknięciu rozsypie się
w drobny pył. Chyba
pierwszy raz czułam się
przy kimś tak dobrze,
spokojnie. Nagle do mojej świadomości
zaczęły wkradać
się jakieś
natarczywe głosy. Jak
rozstrojone radio wyłapujące dźwięki innych stacji. Coś
niezauważalnie zaczęło
się zmieniać.
Wstałam. Wiedziałam
że muszę
wyjść. Pokój stawał
się coraz bardziej
niewyraźny. On też
gdzieś zniknął.
Mgła zasłoniła
wszystko dokoła. Realna
była tylko klamka.
Położyłam
na niej rękę.
Pulsowała jakby żyła
własnym życiem
. Nacisnęłam ja a tam...
cz.
II.
Ewa.
Czy w waszym domu ktoś mieszka? Stałyśmy na ulicy. Popatrzyła na
mnie dziwnie. Z wyraźną rezerwą spytała: A dlaczego pytasz? Teraz
ja zgłupiałam. Jak to dlaczego? No świeciło się w nocy to pytam.
Wiem że dom stał pusty. Rozejrzała się dookoła jakby sprawdzając
czy nikt nas nie słyszy i odpowiedziała. No. OK. Chodź. Coś ci
pokarzę. Tylko proszę. Nikomu ani słowa.
Zwariowała?Pomyślałam
patrząc to na nią to na stojący w oddali pusty, zaniedbany dom. Po
chwili jak duch zmaterializował się jej mąż Krzysiek. Cześć.
Idziesz do nas? Spytał z sztucznie brzmiącą radością w głosie.
No a gdzie? Rozejrzałam się po pustych polach. Oprócz ich rudery
nie było tam nic innego. W milczeniu dotarliśmy do ogrodzenia. Na
bramie wisiała olbrzymia, nowa kłódka.
Krzysiek
otwierał ją i nerwowo rozglądał się dookoła jakby obawiał się
czegoś. Ewa też nerwowo gryzła wargę i co chwila mimowolnie
wyciągała i wkładała ręce do kieszeni kurtki. Odbiło im?
Odruchowo rozejrzałam się ale nie dostrzegłam niczego dziwnego.
Puste pola, las w oddali no i droga pusta o tej porze dnia.
Przyjaciele poprowadzili mnie za dom gdzie znajdowało się małe
okienko od piwnicy. Wejdź- powiedziała Ewa. A nie prościej byłoby
przez drzwi?- spytałam patrząc na nich i kompletnie nie rozumiejąc
ich zachowania. Za chwilę wszystko zrozumiesz- powiedział Krzysiek
wpychając się za nami do małego, zarośniętego pajęczyną
pomieszczenia. Rozejrzałam się. Pod ścianą stał zdezelowany
kredens. Na suficie smętnie zwisała rozbita żarówka. Krzysiek
otwarł drzwiczki kredensu i z kamiennym spokojem powiedział. No
dziewczyny wskakujcie do środka. Ewa bez słowa zrobiła to o co
poprosił. Ja odruchowo odsunęłam się pod ścianę. Zwariował-
pomyślałam. Odbiło im. Krzysiek stal obok drzwiczek i spokojnie mi
się przyglądał. No na co czekasz? Chciałaś wiedzieć to pakuj
się do środka. Z przerażeniem rozejrzałam się jeszcze raz
szukając wyjścia ale drzwi zastawione były tym cholernym
kredensem. No cóż. Pomyślałam. Żyje się raz no i wpakowałam
się do środka tuż obok Ewy. Krzysiek dopchnął się do nas i
zaczął zatrzaskiwać drzwiczki. Już naprawdę przerażona
pomyślałam że to koniec. Zrobiło się ciemno. Po chwili długiej
jak wieczność coś zaczęło się dziać ale w kompletnej ciemności
i dziwnej jakby wygłuszonej ciszy nie mogłam zrozumieć co.
Wiedziałam za to że się boję. Cholernie boję.
Krzysiek
nagle poruszył się. Drzwiczki rozchyliły się a za nimi
dostrzegłam oślepiające, jasne światło. Co jest do cholery? W
połowie nie wypowiedzianego pytania słowa uwięzły mi w gardle.
Byliśmy w jakiejś olbrzymiej jaskini. Olbrzymie, oślepiająco
białe kolumny wyglądały jak zawieszone w powietrzu serpentyny
ozdobione w misterne wzory. Korytarz niczym nić babiego lata unosił
się nad olbrzymią, mieniącą się kolorami przepaścią. Ewa
stojąc obojętnie obok mnie i oparta o ramie męża spytała: Podoba
ci się? Wiesz nie chcieliśmy się tym na razie chwalić. Ale...
Słowa uwięzły mi w gardle. Co to jest?? Skąd? Kto? Ewa
uśmiechnęła się do Krzyśka a on spokojnie mi odpowiedział.
Wiesz. Podczas remontu chcieliśmy wymienić podłogę no i
znaleźliśmy to. Oszołomiona rozglądałam się dookoła. To nie
możliwe. Coś takiego nie ma prawa istnieć. Zrobiłam krok przed
siebie, potem drugi. Krzysiek z Ewą stali przy wejściu bez słowa.
Tak jakby coś ich tam trzymało. Kolejny krok. Na granicy
widoczności coś zamigotało. Nagle usłyszałam dziwny, wibrujący,
wysoki dźwięk przechodzący w coś potwornego. Zasłoniłam rękami
uszy i zachwiałam się. Przerażona obejrzałam się za siebie ale
po przyjaciołach nie było już śladu. Korytarz jakby żyjący
własnym życiem zaczął płynąc przed siebie unosząc mnie z sobą.
Przerażenie i równocześnie jakaś chora ekscytacja sprawiły że
poddawałam się temu. Światło przenikało mnie,dźwięki otaczały
jakąś magiczną siłą. Nagle zachwiałam się. Chodnik pod moimi
stopami rozpłynął się a ja zaczęłam spadać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz