poniedziałek, 30 grudnia 2013

DRZWI DO INNEGO ŚWIATA



cz.I
Otwarłam drzwi. W pokoju byli jacyś ludzie .Pomyślałam: Skąd się tu wzięłam? Przed chwilą byłam w mieszkaniu. Zaraz. To było mieszkanie? Czyje? Gdzie?Wszystko było takie niewyraźne, zamazane. Pamiętam jak szlam alejką między blokami. Wcześniej w tym mieszkaniu chyba ktoś ze mną był .Jakiś mężczyzna. Pamiętam że miałam coś ważnego załatwić, że niosłam jakieś narzędzia. W pomieszczeniu położyłam je na blacie. Wprawdzie chyba miałam schować je ale nie miałam kluczy. Na końcu pomieszczenia było okno. Znałam ten widok . Z czymś mi się kojarzył. Przed nim na krześle siedział on. Spytał skąd mam te narzędzia. Opowiedziałam jak chciałam dowiedzieć się gdzie jest warsztat by je odnieść i jak każda pytania osoba zamiast odpowiedzi pokazywała mi ręką prawie połowę miasta. Bardzo go to rozbawiło. Czy go znałam? Nie wiem. Sprawiał wrażenie kogoś kogo już spotkałam w swoim życiu ale równocześnie kogoś nieznajomego. Siedział na krześle tuż przy oknie . Do pokoju wchodzili ludzie i siadali na krzesłach. Kobiety i mężczyźni w różnym wieku. Usiadłam tuż obok niego. Ktoś zaproponował żeby przeczytać wiersz. Odpowiedziałam że nigdy nie czytam własnej poezji. Wyjaśniłam że można ją znaleźć w sieci. Gdy na jego pytanie podałam adres strony przerwał mi obcesowo pytając: Jak można nazywać siebie Agusia? Chciałam mu wytłumaczyć że to nie ja, ale . ..No właśnie . Ale. On chyba wcale nie chciał słuchać. Rozmawialiśmy a inni obecni w pomieszczeniu jakby zniknęli. Nikt inny oprócz nas nie rozmawiał. On sprawiał wrażenie kruchej istoty która nawet przy najlżejszym dotknięciu rozsypie się w drobny pył. Chyba pierwszy raz czułam się przy kimś tak dobrze, spokojnie. Nagle do mojej świadomości zaczęły wkradać się jakieś natarczywe głosy. Jak rozstrojone radio wyłapujące dźwięki innych stacji. Coś niezauważalnie zaczęło się zmieniać. Wstałam. Wiedziałam że muszę wyjść. Pokój stawał się coraz bardziej niewyraźny. On też gdzieś zniknął. Mgła zasłoniła wszystko dokoła. Realna była tylko klamka. Położyłam na niej rękę. Pulsowała jakby żyła własnym życiem . Nacisnęłam ja a tam...

cz. II.

Ewa. Czy w waszym domu ktoś mieszka? Stałyśmy na ulicy. Popatrzyła na mnie dziwnie. Z wyraźną rezerwą spytała: A dlaczego pytasz? Teraz ja zgłupiałam. Jak to dlaczego? No świeciło się w nocy to pytam. Wiem że dom stał pusty. Rozejrzała się dookoła jakby sprawdzając czy nikt nas nie słyszy i odpowiedziała. No. OK. Chodź. Coś ci pokarzę. Tylko proszę. Nikomu ani słowa.
Zwariowała?Pomyślałam patrząc to na nią to na stojący w oddali pusty, zaniedbany dom. Po chwili jak duch zmaterializował się jej mąż Krzysiek. Cześć. Idziesz do nas? Spytał z sztucznie brzmiącą radością w głosie. No a gdzie? Rozejrzałam się po pustych polach. Oprócz ich rudery nie było tam nic innego. W milczeniu dotarliśmy do ogrodzenia. Na bramie wisiała olbrzymia, nowa kłódka.
Krzysiek otwierał ją i nerwowo rozglądał się dookoła jakby obawiał się czegoś. Ewa też nerwowo gryzła wargę i co chwila mimowolnie wyciągała i wkładała ręce do kieszeni kurtki. Odbiło im? Odruchowo rozejrzałam się ale nie dostrzegłam niczego dziwnego. Puste pola, las w oddali no i droga pusta o tej porze dnia. Przyjaciele poprowadzili mnie za dom gdzie znajdowało się małe okienko od piwnicy. Wejdź- powiedziała Ewa. A nie prościej byłoby przez drzwi?- spytałam patrząc na nich i kompletnie nie rozumiejąc ich zachowania. Za chwilę wszystko zrozumiesz- powiedział Krzysiek wpychając się za nami do małego, zarośniętego pajęczyną pomieszczenia. Rozejrzałam się. Pod ścianą stał zdezelowany kredens. Na suficie smętnie zwisała rozbita żarówka. Krzysiek otwarł drzwiczki kredensu i z kamiennym spokojem powiedział. No dziewczyny wskakujcie do środka. Ewa bez słowa zrobiła to o co poprosił. Ja odruchowo odsunęłam się pod ścianę. Zwariował- pomyślałam. Odbiło im. Krzysiek stal obok drzwiczek i spokojnie mi się przyglądał. No na co czekasz? Chciałaś wiedzieć to pakuj się do środka. Z przerażeniem rozejrzałam się jeszcze raz szukając wyjścia ale drzwi zastawione były tym cholernym kredensem. No cóż. Pomyślałam. Żyje się raz no i wpakowałam się do środka tuż obok Ewy. Krzysiek dopchnął się do nas i zaczął zatrzaskiwać drzwiczki. Już naprawdę przerażona pomyślałam że to koniec. Zrobiło się ciemno. Po chwili długiej jak wieczność coś zaczęło się dziać ale w kompletnej ciemności i dziwnej jakby wygłuszonej ciszy nie mogłam zrozumieć co. Wiedziałam za to że się boję. Cholernie boję.
Krzysiek nagle poruszył się. Drzwiczki rozchyliły się a za nimi dostrzegłam oślepiające, jasne światło. Co jest do cholery? W połowie nie wypowiedzianego pytania słowa uwięzły mi w gardle. Byliśmy w jakiejś olbrzymiej jaskini. Olbrzymie, oślepiająco białe kolumny wyglądały jak zawieszone w powietrzu serpentyny ozdobione w misterne wzory. Korytarz niczym nić babiego lata unosił się nad olbrzymią, mieniącą się kolorami przepaścią. Ewa stojąc obojętnie obok mnie i oparta o ramie męża spytała: Podoba ci się? Wiesz nie chcieliśmy się tym na razie chwalić. Ale... Słowa uwięzły mi w gardle. Co to jest?? Skąd? Kto? Ewa uśmiechnęła się do Krzyśka a on spokojnie mi odpowiedział. Wiesz. Podczas remontu chcieliśmy wymienić podłogę no i znaleźliśmy to. Oszołomiona rozglądałam się dookoła. To nie możliwe. Coś takiego nie ma prawa istnieć. Zrobiłam krok przed siebie, potem drugi. Krzysiek z Ewą stali przy wejściu bez słowa. Tak jakby coś ich tam trzymało. Kolejny krok. Na granicy widoczności coś zamigotało. Nagle usłyszałam dziwny, wibrujący, wysoki dźwięk przechodzący w coś potwornego. Zasłoniłam rękami uszy i zachwiałam się. Przerażona obejrzałam się za siebie ale po przyjaciołach nie było już śladu. Korytarz jakby żyjący własnym życiem zaczął płynąc przed siebie unosząc mnie z sobą. Przerażenie i równocześnie jakaś chora ekscytacja sprawiły że poddawałam się temu. Światło przenikało mnie,dźwięki otaczały jakąś magiczną siłą. Nagle zachwiałam się. Chodnik pod moimi stopami rozpłynął się a ja zaczęłam spadać...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz