niedziela, 12 listopada 2017

POZA PRZESTRZENIĄ


Zdezorientowana wysiadłam na peronie i rozejrzałam dokoła. Wysokie przeszklone przestrzenie sprawiały wrażenie jak gdyby rozpływały się zmieniając w chmury. Kolumny w bliżej nieokreślonym kolorze stapiały z mirażem ścian. Mijający mnie ludzie szli w rożnych kierunkach nie zwracając na siebie uwagi. Szmer rozmów nie był w stanie zagłuszyć panującej w koło ciszy. Powinnam słyszeć szum pociągów, głos megafonów a tu nic. Cisza. Ruszyłam przed siebie rozglądając się. Dostrzegłam napis wyjście. No wreszcie: Pomyślałam i poszłam w tamtym kierunku. Poczekaj. Nie idź tam. Usłyszałam za sobą i obejrzałam się. Stala tam dziwnie znajoma mi kobieta. Chodź ze mną. Coś ci pokarze. Poprowadziła mnie w zupełnie innym kierunku a po przejściu pod tunelem stanęłam oniemiała. Moim oczom ukazały się szerokie arterie ruchomych ścieżek po których przesuwały się sznury ludzi. Drogi były wielopoziomowe i zmierzały w rożnych kierunkach. Dziwne światło rozświetlało wszystko nie rzucając cienia i nie dając ciepła. Za moją przewodniczką podążyłam jedną a potem drugą drogą. Labirynt zdawał się nie mieć końca. Wreszcie dotarłyśmy do zapory. Dziwny mur- nie mur z wyrwą i uchyloną bramką. Stanęłyśmy z boku a ja z fascynacją obserwowałam podchodzących tam ludzi. Część z nich chciała sforsować go przeskakując górą ale było za wysoko, część przecinać się przez wyrwę ale to również było niewykonalne Nikt nie korzystał z bramki. Spytałam więc: Dlaczego oni tak dziwnie się zachowują? Moja przewodniczka jednak milczała. Coś tam, po drugiej stronie przyzywało mnie do siebie. Postanowiłam sprawdzić co to jest.. Nacisnęłam klamkę i furtka otwarła się na oścież. Po drugiej stronie dostrzegłam ciągnące się po widnokrąg pola i kępy drzew. Była też droga. Mur stanowił granicę między dwoma światami widocznie nieprzekraczalną dla jej mieszkańców. Przeszłam na drugą stronę. Obejrzałam się lecz moja przewodniczka zniknęła tak jak i tamten świat. Pozostała otaczająca mnie przyroda i droga będąca jak zaproszenie. Poszłam więc dalej. Po jakimś czasie dostrzegłam skupisko drzew i kilka domów. Im bliżej się znajdowałam tym to wyglądało dziwniej. Żadnych osób, żadnego ruchu na drodze. Gdzie są wszyscy pomyślałam? Nie czułam jednak obawy. Ten świat wydawał mi się dziwnie znajomy. Przed blokiem był parking. Ciasno poustawiane samochody i ta pewność że ten niebieski jest mój. Wsunęłam rękę do kieszeni i ze zdziwieniem dotknęłam kluczyków. Kilka białych brzóz otaczało to miejsce. Ciekawe jak potem wsiądę do auta skoro stoją tak blisko siebie pomyślałam ale chwilowo nie byłam tym zainteresowana by to sprawdzić. Poszłam w kierunku bloku. Drzwi były otwarte. Wjechałam windą na trzecie piętro i po wyjściu na korytarz dostrzegłam na każdych drzwiach mieszkania olbrzymie ozdobne kokardy i pod nimi prezenty. To były figurki wykonane z owoców. Ściągnęłam swój i weszłam do mieszkania. Znajome przedmioty otaczały mnie gwarantując bezpieczeństwo. Byłam tam sama. Za drzwiami nagle usłyszałam ruch. Coś się tam dzieje pomyślałam i wyszłam na korytarz. Mieszkańcy z mieszkań wyciągali stoły. Część ustawiała na nich jedzenie i napoje. Wszyscy krzątali się z pośpiechem i jakąś taką ekscytacją.. Wiesz. Za chwile będzie przyjecie usłyszałam za swoimi plecami. On się pojawi. Próbowałam zrozumieć co się tu dzieje . Oni jakby mnie nie dostrzegali. Chciałam wrócić do mieszkania ale i tam stały już zastawione stoły i było gotowe na przyjecie gości. Zdezorientowana wyszłam na parking. Nagle okazało się że mojego samochody już nie ma. Miejsce parkingowe było puste i była tam tylko informacja ze potem oddadzą mi samochód gdy nie będzie już potrzebny. Jakaś kobieta usiłowała zaparkować. Jej samochód był o wiele za duży ale mimo to wjechała rysując i przepychając inne samochody. Śpieszę się wyjaśniła mi widząc moją minę. . Za chwile wszystko zniknie. Jak to? Spytałam ale nie usłyszałam już odpowiedzi. Natarczywy dźwięk budzika wdarł się do mojej głowy. Na szczęście był to tylko sen. Wyjrzałam przez okno. Znajome brzozy lekko kołysały się na wietrze. Pod nimi stało małe ,niebieskie auto...

czwartek, 23 lutego 2017

POZA PRZESTRZENIĄ


W sennym miasteczku panowała cisza. Nawet latarnie świeciły mdło i bez przekonania. Puste chodniki znikały gdzieś za rogiem. Autobus przyjechał późnym wieczorem. Już z daleka słychać było ryk silnika i pisk opon gdy z chorą szybkością pokonywał zakręty. Boże. Zabiją się pomyślałam i stojąc na chodniku obserwowałam co będzie dalej. Nagle wyhamował i z ze zgrzytem otwarł drzwi. Koloniści z rejwachem wysiedli i ciągnąc za sobą bagaże poszli do szkoły gdzie mieli nocować. Poszłam za nimi chcąc zobaczyć się z Anią ale gdy weszłam do budynku wszystkie sale były pozamykane a nielicznie osoby krążące po korytarzu znikały równie szybko jak się pojawiały. Kraty w oknach i zniszczone stare łóżka stojące na korytarzu sprawiały przygnębiające wrażenie. W głębi korytarza zobaczyłam smugę światła z uchylonych drzwi. W łazience zastałam Anię. Ona też była jakaś dziwna i wyjątkowo małomówna. Wiesz. Powiedziała. Powinnam wracać do domu, po czym odwróciła się i zniknęła za drzwiami. Zrezygnowana wyszłam na ulice. Koloniści defilowali w grupach głośno hałasując. Rozglądałam się szukając jego. Obok mnie stała jego dziewczyna. Zobacz- jest. O tam idzie z jakimiś dwoma dziewczynami. Faktycznie. Szedł uśmiechnięty prowadząc za rękę dwie równie rozbawione dziewczyny. Jego dziewczyna gdy to dostrzegła wściekła się. Zaczęła krzyczeć coś bez sensu i pobiegła przed siebie. Dogoniłam ja dopiero po chwili. Byłyśmy w jakimś obcym, dziwnym miejscu. Ona jak porcelanowa ruchoma laka z zepsutym automatem opadła na chodnik i zamarła w bezruchu.. Słuchaj. Wracajmy powiedziałam i pociągnęłam ja za sobą lecz już nie reagowała. Porcelanowe martwe spojrzenie parzyło przed siebie..
Trafiliśmy na podwórko. Wędrowni kuglarze mieli tam swój spektakl. Człowiek na szczudłach zaglądał do okien a linoskoczek wykonywał swoje piruety. Z boku jakiś mężczyzna połykał i ział ogniem. Kuglarska muzyka odbijała się od studni podwórza. Rozejrzałam się . Z boku na starcie jakiś śmieci siedziała stara cyganka. Postanowiłam spytać ją o drogę. Idź tędy ale uważaj na zabawki. Potrafią być niebezpieczne. Nie rozumiem powiedziałam ale na już mnie nie słuchała.
Jakiś dźwięk na podwórzu zwrócił moją uwagę. Gdy znów obejrzałam się cyganki już nie było.
Za otwartymi drzwiami zobaczyłam starych ciemnoskórych mężczyzn. Grali w karty. Przepraszam . Nie widzą panowie którędy mam iść? Jeden z nich nawet się nie odwracając wskazał na starą szafę. To chore pomyślałam ale rozsunęłam ubrania i weszłam do środka. Za nią nie było ściany lecz dziwne ciemne pomieszczenie pełne mechanicznych, nakręcanych zabawek. Klaszczące małpki, małpki z tamburynami, z bębenkami. Tancerki na pozytywkach. Wszystko było jakieś przerażające. No i ta cisza, jakby w oczekiwaniu na coś co miało się zdarzyć. Wolno posuwałam się przed siebie. Nagle niechcący potraciłam jedną z nich i ta ożyła a po niej kolejna i kolejna. Kakofonia dźwięków przeraziła mnie. Rozejrzałam się lecz nie było gdzie uciekać. Drzwi gdzieś zniknęły. Jedyna droga ucieczki to maleńkie wąskie okienko . Otwarłam je i w panice przecisnęłam się na zewnątrz. Nie zastanawiałam się co będzie dalej. Po drugiej stronie nie było niczego. Spadałam. Czerń otulała mnie jak aksamitny miękki płaszcz. Świadomość znikała. Po chwili nie było niczego.

środa, 1 lutego 2017

ZWYCZAJNE ŻYCIE


Stara kobieta siedziała pochylona nad szufladą pełną szpargałów. Wyglądają jak moje życie pomyślała. Pełno wszystkiego a większość bez znaczenia. Może sama powinnam opowiedzieć o sobie zanim ktoś inny to zrobi? Taka samo oczyszczająca spowiedź przed sobą. Jeszcze raz popatrzyła do szuflady i zapadła w zadumę.
Pierwsze wspomnienie.
Ile mogła mieć lat? Cztery, może pięć? Siedzi pod stołem i rozżalona gryzmoli coś kredką na nodze mebla. Wypisuje swoje żale, to, co on jej zrobił. Nie wie jeszcze, co to znaczy, ale wie, że to jest złe, że bolało. Kazał jej się rozebrać ,położyć na podłodze i rozchylić szeroko nogi. Był od niej starszy, silniejszy i trochę się go bała, więc zrobiła, co kazał .Ściągnął spodnie i majtki, Położył się na niej i najpierw ją dotykał palcami  a potem coś wkładał między jej nogi. To bolało. Gdy krzyczała przestawał by po chwili znów zrobić to samo. Potem kazał jej się ubrać i zabronił mówić mamie. Wiedziała, że mama byłaby na nią zła gdyby jej powiedziała, więc wolała to sobie zapisać. Tylko, że mama sprzątając wycierała to wszystko do czysta. Potem, gdy była już starsza sama wkładała tam różne przedmioty i poruszała nim tak jak on kiedyś tym czymś, co miał w spodniach. Po chwili czuła przyjemność i bul. Może wszystkie dziewczynki tak robią? Dorastała.
Szkoła.
Była nieśmiała. Bała się podejść i porozmawiać. Koleżanki bawiły się w dom, w szkołę a ona zawsze stała samotnie gdzieś z boku. Chyba nawet jej nie widziały. No, ale miała przecież książki. Mogła czytać i wyobrażać sobie, że zwiedza egzotyczne kraje. Potem wracała do domu i znów stawała się niewidoczna. Ciągle słyszała, że jej koleżanki umieją więcej, są ładniejsze, grzeczniejsze. Najgorsze jednak było, gdy mama za karę przestawała się do niej odzywać. Chyba wolałaby już dostać lanie niż czuć to spojrzenie. Przecież się starała. Chciała by kochali ją tak jak jego. Zazdrościła mu .  On nic nie musiał. To na nią krzyczeli  gdy nie posprzątała mu pokoju lub nie umyła naczyń. To jego chwalono przed rodziną. Ona miała być grzeczna i była. Nadal nie wspominała, że czasem jeszcze tam ją dotyka, że wkłada w  dziurkę palce i nimi porusza. Nie przyznała się że każe brać jej to coś w ręce i ruszać tak długo aż powie że dość albo każe jej brać do buzi choć się nie mieści. Wstydziła się. Czasem chciała spytać koleżanki czy jej bracia tez tak robią, ale wstydziła się. W szkole średniej wciąż trzymała się z boku. Miała niby koleżanki, ale.. One znały ją tylko, gdy czegoś chciały. Nigdy nie zaprosiły jej na żadną imprezę czy dyskotekę. No, ale wtedy miała już swój świat.
Wakacje.
Pierwszy wyjazd? Miała jakieś trzy lata. Jedyne, co z tego pamięta to panią, która ja straszyła, że jak nie będzie grzeczna to zje ją smok. Potem były ferie u ciotki. Była wtedy w czwartej lub piątej klasie. Ciocia przyjechała do nich do domu ze swoją córką. Tak bardzo chciała do nich jechać no i mama zgodziła się. Było już ciemno, gdy zajechały pociągiem do ich miejscowości. One wsiadły na rowery i pojechały a ona szła sama i beczała ze strachu. W koło były puste pola i stare wierzby. Było ciemno. No, ale te kilka dni były fajne. Ciocia trzymała konserwy z jedzeniem w studni i tylko je odgrzewała na piecu gdy robiła obiad. Kiedyś wzięła ją do miasta i kupiła preparowany ryż. Kolejny: Szósta klasa i zimowisko w górach. To był ośrodek wypoczynkowy. Trzy osobowe pokoje i codzienne wyjazdy na lodowisko. Pamięta jak bardzo nie chciała wracać. Potem był wakacyjny obóz nad jeziorem i pierwszy chłopak, który się nią interesował. Był pięć lat starszy. Kadry nie obchodziło, co robili, więc.. Pamięta jedno zdarzenie. Była dyskoteka i oboje poszli się przejść na pomost. Rozmawiali. Nie zauważyła że jest już późno. Potem pani strasznie na nią nakrzyczała a jej było tak strasznie wstyd. No przecież to nie była jej wina. Oni tylko rozmawiali.
UCZUCIA.
Miłość? Nie o tym nie chce mówić. Minęło tyle lat. Lepiej zagrzebać to z niepamięci. To nadal boli. Poza tym jednym razem nie potrafiła pokochać. No, ale nawet z nim gdy to robili nic nie czuła. Bardzo chciała, ale. Uczył ją przecież, co lubił, gdy mu robiła. Tak bardzo się starała. Nauczyła się udawać, że jest jej dobrze a on wierzył. Potem byli inni. Krótkie nic nieznaczące historie. Imiona bez twarzy. Oni wszyscy byli tacy sami. Żaden nie widział, że udaje. Może nie chcieli widzieć? Rzadko to robiła. Przez wiele lat prawie wcale. Była sama. Tak bardzo chciała by ktoś ja pokochał, ale oni wszyscy chcieli tylko jednego. Znów uciekała do swojego świata. Bywały dni, gdy nie chciała żyć. Chciała by to wszystko się wreszcie skończyło.Całe noce płakała w poduszę. Rano z uśmiechem szła do pracy. Grała. Kiedyś usłyszała, że jest duszą towarzystwa. Zdziwiła się. Ona? Kiedy? Nauczyła się być taka jak wszyscy. Jak kameleon. Niewidoczna. Zbudowała koło siebie mur. Za nim była bezpieczna. Tam mogła marzyć.
Związki.
Było On- jej miłość i On- porażka. Potem On –pomyłka. Kolejny On? To złudzenia.  Radość i wielkie rozczarowanie. Oni? Twarze bez imion. Fascynacje szybkie znudzenie. Z wiekiem było Ich coraz mniej. Nie było też przyjaciół. Jakieś luźne znajomości, które kończyły się równie nagle jak zaczynały. Tylko lat systematycznie jej przybywało. No i był jej świat. Tam była szczęśliwa.

Stara kobieta na chwilę oderwała się od wspomnień. Pies spał na posłaniu głośno pochrapując. Był tak jak ona stary i zramolały. No, ale był jedyną istotą, która ją kochała. Miała tylko nadzieje, że pies odejdzie przed nią. Nie chciała by wyładował w schronisku. Musiała  pozwolić mu odejść. Oddech psa powoli cichł a potem ustał. Potem odejdzie ona. Ciekawe czy ktoś to w ogóle zauważy? Od tak dawna nikt nie zapukał do jej drzwi. Stara kobieta sięgnęła po kubek z herbatą. Ostatni łyk i cisza. Kubek powoli wysunął się z jej bezwładnej dłoni a reszta napoju rozlała po podłodze. Zanim ktoś ja znajdzie pewno zostanie już tylko sucha plama. Wreszcie była wolna.