czwartek, 23 lutego 2017

POZA PRZESTRZENIĄ


W sennym miasteczku panowała cisza. Nawet latarnie świeciły mdło i bez przekonania. Puste chodniki znikały gdzieś za rogiem. Autobus przyjechał późnym wieczorem. Już z daleka słychać było ryk silnika i pisk opon gdy z chorą szybkością pokonywał zakręty. Boże. Zabiją się pomyślałam i stojąc na chodniku obserwowałam co będzie dalej. Nagle wyhamował i z ze zgrzytem otwarł drzwi. Koloniści z rejwachem wysiedli i ciągnąc za sobą bagaże poszli do szkoły gdzie mieli nocować. Poszłam za nimi chcąc zobaczyć się z Anią ale gdy weszłam do budynku wszystkie sale były pozamykane a nielicznie osoby krążące po korytarzu znikały równie szybko jak się pojawiały. Kraty w oknach i zniszczone stare łóżka stojące na korytarzu sprawiały przygnębiające wrażenie. W głębi korytarza zobaczyłam smugę światła z uchylonych drzwi. W łazience zastałam Anię. Ona też była jakaś dziwna i wyjątkowo małomówna. Wiesz. Powiedziała. Powinnam wracać do domu, po czym odwróciła się i zniknęła za drzwiami. Zrezygnowana wyszłam na ulice. Koloniści defilowali w grupach głośno hałasując. Rozglądałam się szukając jego. Obok mnie stała jego dziewczyna. Zobacz- jest. O tam idzie z jakimiś dwoma dziewczynami. Faktycznie. Szedł uśmiechnięty prowadząc za rękę dwie równie rozbawione dziewczyny. Jego dziewczyna gdy to dostrzegła wściekła się. Zaczęła krzyczeć coś bez sensu i pobiegła przed siebie. Dogoniłam ja dopiero po chwili. Byłyśmy w jakimś obcym, dziwnym miejscu. Ona jak porcelanowa ruchoma laka z zepsutym automatem opadła na chodnik i zamarła w bezruchu.. Słuchaj. Wracajmy powiedziałam i pociągnęłam ja za sobą lecz już nie reagowała. Porcelanowe martwe spojrzenie parzyło przed siebie..
Trafiliśmy na podwórko. Wędrowni kuglarze mieli tam swój spektakl. Człowiek na szczudłach zaglądał do okien a linoskoczek wykonywał swoje piruety. Z boku jakiś mężczyzna połykał i ział ogniem. Kuglarska muzyka odbijała się od studni podwórza. Rozejrzałam się . Z boku na starcie jakiś śmieci siedziała stara cyganka. Postanowiłam spytać ją o drogę. Idź tędy ale uważaj na zabawki. Potrafią być niebezpieczne. Nie rozumiem powiedziałam ale na już mnie nie słuchała.
Jakiś dźwięk na podwórzu zwrócił moją uwagę. Gdy znów obejrzałam się cyganki już nie było.
Za otwartymi drzwiami zobaczyłam starych ciemnoskórych mężczyzn. Grali w karty. Przepraszam . Nie widzą panowie którędy mam iść? Jeden z nich nawet się nie odwracając wskazał na starą szafę. To chore pomyślałam ale rozsunęłam ubrania i weszłam do środka. Za nią nie było ściany lecz dziwne ciemne pomieszczenie pełne mechanicznych, nakręcanych zabawek. Klaszczące małpki, małpki z tamburynami, z bębenkami. Tancerki na pozytywkach. Wszystko było jakieś przerażające. No i ta cisza, jakby w oczekiwaniu na coś co miało się zdarzyć. Wolno posuwałam się przed siebie. Nagle niechcący potraciłam jedną z nich i ta ożyła a po niej kolejna i kolejna. Kakofonia dźwięków przeraziła mnie. Rozejrzałam się lecz nie było gdzie uciekać. Drzwi gdzieś zniknęły. Jedyna droga ucieczki to maleńkie wąskie okienko . Otwarłam je i w panice przecisnęłam się na zewnątrz. Nie zastanawiałam się co będzie dalej. Po drugiej stronie nie było niczego. Spadałam. Czerń otulała mnie jak aksamitny miękki płaszcz. Świadomość znikała. Po chwili nie było niczego.

środa, 1 lutego 2017

ZWYCZAJNE ŻYCIE


Stara kobieta siedziała pochylona nad szufladą pełną szpargałów. Wyglądają jak moje życie pomyślała. Pełno wszystkiego a większość bez znaczenia. Może sama powinnam opowiedzieć o sobie zanim ktoś inny to zrobi? Taka samo oczyszczająca spowiedź przed sobą. Jeszcze raz popatrzyła do szuflady i zapadła w zadumę.
Pierwsze wspomnienie.
Ile mogła mieć lat? Cztery, może pięć? Siedzi pod stołem i rozżalona gryzmoli coś kredką na nodze mebla. Wypisuje swoje żale, to, co on jej zrobił. Nie wie jeszcze, co to znaczy, ale wie, że to jest złe, że bolało. Kazał jej się rozebrać ,położyć na podłodze i rozchylić szeroko nogi. Był od niej starszy, silniejszy i trochę się go bała, więc zrobiła, co kazał .Ściągnął spodnie i majtki, Położył się na niej i najpierw ją dotykał palcami  a potem coś wkładał między jej nogi. To bolało. Gdy krzyczała przestawał by po chwili znów zrobić to samo. Potem kazał jej się ubrać i zabronił mówić mamie. Wiedziała, że mama byłaby na nią zła gdyby jej powiedziała, więc wolała to sobie zapisać. Tylko, że mama sprzątając wycierała to wszystko do czysta. Potem, gdy była już starsza sama wkładała tam różne przedmioty i poruszała nim tak jak on kiedyś tym czymś, co miał w spodniach. Po chwili czuła przyjemność i bul. Może wszystkie dziewczynki tak robią? Dorastała.
Szkoła.
Była nieśmiała. Bała się podejść i porozmawiać. Koleżanki bawiły się w dom, w szkołę a ona zawsze stała samotnie gdzieś z boku. Chyba nawet jej nie widziały. No, ale miała przecież książki. Mogła czytać i wyobrażać sobie, że zwiedza egzotyczne kraje. Potem wracała do domu i znów stawała się niewidoczna. Ciągle słyszała, że jej koleżanki umieją więcej, są ładniejsze, grzeczniejsze. Najgorsze jednak było, gdy mama za karę przestawała się do niej odzywać. Chyba wolałaby już dostać lanie niż czuć to spojrzenie. Przecież się starała. Chciała by kochali ją tak jak jego. Zazdrościła mu .  On nic nie musiał. To na nią krzyczeli  gdy nie posprzątała mu pokoju lub nie umyła naczyń. To jego chwalono przed rodziną. Ona miała być grzeczna i była. Nadal nie wspominała, że czasem jeszcze tam ją dotyka, że wkłada w  dziurkę palce i nimi porusza. Nie przyznała się że każe brać jej to coś w ręce i ruszać tak długo aż powie że dość albo każe jej brać do buzi choć się nie mieści. Wstydziła się. Czasem chciała spytać koleżanki czy jej bracia tez tak robią, ale wstydziła się. W szkole średniej wciąż trzymała się z boku. Miała niby koleżanki, ale.. One znały ją tylko, gdy czegoś chciały. Nigdy nie zaprosiły jej na żadną imprezę czy dyskotekę. No, ale wtedy miała już swój świat.
Wakacje.
Pierwszy wyjazd? Miała jakieś trzy lata. Jedyne, co z tego pamięta to panią, która ja straszyła, że jak nie będzie grzeczna to zje ją smok. Potem były ferie u ciotki. Była wtedy w czwartej lub piątej klasie. Ciocia przyjechała do nich do domu ze swoją córką. Tak bardzo chciała do nich jechać no i mama zgodziła się. Było już ciemno, gdy zajechały pociągiem do ich miejscowości. One wsiadły na rowery i pojechały a ona szła sama i beczała ze strachu. W koło były puste pola i stare wierzby. Było ciemno. No, ale te kilka dni były fajne. Ciocia trzymała konserwy z jedzeniem w studni i tylko je odgrzewała na piecu gdy robiła obiad. Kiedyś wzięła ją do miasta i kupiła preparowany ryż. Kolejny: Szósta klasa i zimowisko w górach. To był ośrodek wypoczynkowy. Trzy osobowe pokoje i codzienne wyjazdy na lodowisko. Pamięta jak bardzo nie chciała wracać. Potem był wakacyjny obóz nad jeziorem i pierwszy chłopak, który się nią interesował. Był pięć lat starszy. Kadry nie obchodziło, co robili, więc.. Pamięta jedno zdarzenie. Była dyskoteka i oboje poszli się przejść na pomost. Rozmawiali. Nie zauważyła że jest już późno. Potem pani strasznie na nią nakrzyczała a jej było tak strasznie wstyd. No przecież to nie była jej wina. Oni tylko rozmawiali.
UCZUCIA.
Miłość? Nie o tym nie chce mówić. Minęło tyle lat. Lepiej zagrzebać to z niepamięci. To nadal boli. Poza tym jednym razem nie potrafiła pokochać. No, ale nawet z nim gdy to robili nic nie czuła. Bardzo chciała, ale. Uczył ją przecież, co lubił, gdy mu robiła. Tak bardzo się starała. Nauczyła się udawać, że jest jej dobrze a on wierzył. Potem byli inni. Krótkie nic nieznaczące historie. Imiona bez twarzy. Oni wszyscy byli tacy sami. Żaden nie widział, że udaje. Może nie chcieli widzieć? Rzadko to robiła. Przez wiele lat prawie wcale. Była sama. Tak bardzo chciała by ktoś ja pokochał, ale oni wszyscy chcieli tylko jednego. Znów uciekała do swojego świata. Bywały dni, gdy nie chciała żyć. Chciała by to wszystko się wreszcie skończyło.Całe noce płakała w poduszę. Rano z uśmiechem szła do pracy. Grała. Kiedyś usłyszała, że jest duszą towarzystwa. Zdziwiła się. Ona? Kiedy? Nauczyła się być taka jak wszyscy. Jak kameleon. Niewidoczna. Zbudowała koło siebie mur. Za nim była bezpieczna. Tam mogła marzyć.
Związki.
Było On- jej miłość i On- porażka. Potem On –pomyłka. Kolejny On? To złudzenia.  Radość i wielkie rozczarowanie. Oni? Twarze bez imion. Fascynacje szybkie znudzenie. Z wiekiem było Ich coraz mniej. Nie było też przyjaciół. Jakieś luźne znajomości, które kończyły się równie nagle jak zaczynały. Tylko lat systematycznie jej przybywało. No i był jej świat. Tam była szczęśliwa.

Stara kobieta na chwilę oderwała się od wspomnień. Pies spał na posłaniu głośno pochrapując. Był tak jak ona stary i zramolały. No, ale był jedyną istotą, która ją kochała. Miała tylko nadzieje, że pies odejdzie przed nią. Nie chciała by wyładował w schronisku. Musiała  pozwolić mu odejść. Oddech psa powoli cichł a potem ustał. Potem odejdzie ona. Ciekawe czy ktoś to w ogóle zauważy? Od tak dawna nikt nie zapukał do jej drzwi. Stara kobieta sięgnęła po kubek z herbatą. Ostatni łyk i cisza. Kubek powoli wysunął się z jej bezwładnej dłoni a reszta napoju rozlała po podłodze. Zanim ktoś ja znajdzie pewno zostanie już tylko sucha plama. Wreszcie była wolna.