Od dłuższego czasu nawigacja jak mantrę powtarzała: Zawróć, Zawróć. Mimo to Michał piął się krętą, zastawioną samochodami uliczką dalej. Już kiedyś był tu przecież. Fakt. Wyglądało to inaczej ale przecież już tu był i pamiętał. Odrapane budynki , walające się obok koszy śmieci sprawiały ponure wrażenie. Cholera. Co za slamsy mruczał pod nosem. Dwudziesty pierwszy wiek a tu średniowiecze. Nagle gwałtownie zahamował . Ta brama wyglądała znajomo. Powoli ryzykując obtarcie lakieru wjechał w nią i jego oczom ukazał się park. Kur… zamruczał pod nosem. Po chwili zza drzew wyłonił się znajomy budynek. Inne samochody już stały. Chyba znów się spóźniłem pomyślał. Zaparkował samochód. Rozejrzał się dokoła. Po chwili z profesjonalnym uśmiecham przyklejonym do twarzy wszedł do środka. Tak jak myślał. Wszyscy już byli. Dzień dobry i przepraszam za spóźnienie rzucił w przelocie i usiadł na wolnym krześle na końcu sali. Mówca tylko kiwnął głową i kontynuował temat. Michał po chwili wyłączył się zupełnie. Cholera. Co ja tu robię? Bezwiednie rysował coś na kartce udając że notuje. Inni równie znudzeni robili to samo.
Po dłuższym czasie wreszcie padło tak wyczekiwane: Dziękuje państwu. Do zobaczenia. Uff.
Michał wstał z krzesła i skierował się do drzwi. Na parkingu dostrzegł grupkę osób które paląc o czymś dyskutowały. Podszedł do nich. Cześć Michał. Ktoś klepnął go w ramię. Obejrzał się i zobaczył Przemka. O. Cześć. Kupę czasu Cię nie było. A wiesz odparł Przemek. Dopiero wróciłem.
Wyciągnął papierosy i poczęstował Michała. Dzięki. Nie palę odparł Michał. Ty też powinieneś przestać. Przemek skrzywił się i odparł. Taa. Może jutro. No ale lepiej opowiadaj co u Ciebie. Przeskakując z tematu na temat rozmawiali o wszystkim i o niczym. Nagle ich uwagę przykuły widniejące na horyzoncie kominy. Przemek. Co z nimi jest nie tak? Jakoś inaczej wyglądają. No masz rację. Ty. Zobacz . Chyba będą remontowane bo widać konstrukcję koło nich. Stara cegielnia od lat stanowiła kość niezgody między władzami a mieszkańcami. Większość z nich kiedyś tam pracowała. Zamknięta od lat marniała powoli stając się zagrożeniem. Nagle usłyszeli potężny huk.
Komin jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki lekko wzniósł się do góry a potem runął. Po chwili to samo stało się z drugim. Widok zasłonił kurz. Wszyscy przyglądali się temu w milczeniu. Nagle usłyszeli dźwięk przypominający spadające kamienie. Co to jest> Przemek z Michałem rozejrzeli się dookoła. O cholera. Popatrz. Gzyms kamienicy w której przed chwilą byli zaczął się chwiać . Cegła po cegle spadała a hukiem na chodnik. Ja pierdzielę. Tam stoi moje auto. Przemek pobiegł na parking. Otworzył drzwi. Wskoczył do środka i zapalił silnik. W tej chwili jednak ściana runęła przygniatając go. Michał z innymi jak sparaliżowany patrzył na to . Krzyk. Ten krzyk wwiercał się w jego mózg. Bez zastanowienia ruszył w tamtym kierunku ale kolejne kawałki ściany spadały jedne za drugimi. To wybuch. To ten wybuch, A jeszcze chwilę temu byliśmy w środku. Myśli kłębiły mu się w głowie. Cholera. Czy ktoś jest w środku? Ile osób tam było? Obejrzał się. Inni nadal ze spokojem stali i rozmawiali. On już biegł w kierunku osuwiska. Rękami starał się odrzucać gruz by dostać do auta. Cholera. Muszę wezwać pomoc. Sięgnął do kieszeni ale przypomniał sobie że telefon został w samochodzie. Pomocy. Pomocy . Wrzeszczał drąc do krwi ręce. Pot i pył spływały po jego twarzy. Nagle stracił równowagę i runął jak długi.
Obudził się. Leżał obok łóżka. Kołdra oplatała go jak lina blokując ruchy. Boże. To tylko sen. Tylko sen. Nagle spojrzał na wiszący na ścianie kalendarz. To dziś? Tak. Dziś miał jechać na to dziwne zebranie. Przypomniał sobie te kominy w tle. Dreszcz przeszedł mu po plecach. Jechać? Nie jechać? No przecież nie powiem szefowi że miałem koszmary. Po kilku godzinach słysząc namolny głos nawigacji: Zawróć. Zawróć i pnąc się stromą zastawioną autami uliczką w górę poczuł znów ten lęk. W tle zobaczył znajome kominy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz